Szymona Komusińskiego blog kolejowy - trochę hobbystyczny, a trochę ekspercki
Blog > Komentarze do wpisu

Wniebowstąpienie

Szanowni Państwo,

kto czytał tego bloga od jego zarania, ten może pamięta podtytuł jaki mu wówczas nadałem: z kraju do raju, czyli belgijska kolej oczami polskiego miłośnika. I owszem, wtedy, w latach 2012 - 2015, miałem uczucie trafienia do najlepszego z możliwych kolejowych światów. Zjeździłem sieci SNCB i CFL do ostatniego hektometra, zapuszczając się przy okazji koleją daleko w głąb Holandii, Francji i Niemiec. Jednak zawsze w tyle głowy tkwiła świadomość, że jest jeszcze TEN KRAJ, w którym perfekcyjnej organizacji transportu kolejowego towarzyszą zapierające dech w piersiach krajobrazy i rozwiązania techniczne, dalece przewyższające to, co obserwować można na - uroczej skądinąd - trasie z Liege do Luksemburga.

I oto wybiła ta godzina - po ponad dziesięciu latach przepracowanych w Krakowie, Antwerpii i ponownie w Krakowie, opuściłem macierzystą stalowniczą korporację, by sprawdzić się w branży metali nieżelaznych. Pracę zacząłem zaś od dwutygodniowego szkolenia w szwajcarskim Zug, gdzie mieści się centrala mojej nowej firmy. Tak, tak - nawet nazwę to miasto ma właściwą :-) A doliczmy jeszcze 2 z rzędu weekendy na początku lipca... Słowem, jako mikol doznałem spełnienia - i nie wiem doprawdy czego jeszcze w swoim miłośniczym życiu mogę doznać po tym, jak przy pięknej pogodzie przejechałem się takimi cudami techniki, jak linie Kolei Retyckich Albula i Bernina, Montreux - Gstaad czy "starym" Gotthardem.

 

W sumie - zaliczone (w samej Szwajcarii) 1267 km, w tym 512 km na liniach wąskotorowych (patrz mapa powyżej; źródło podkładu - jak zwykle - bueker.net). Zdjęcia oczywiście już wkrótce na galerii; póki co na zaostrzenie apetytu tylko te trzy, z odpowiednio: Brigu, Bellinzony i Zugu.

 

 

 

środa, 12 lipca 2017, komusinski

Polecane wpisy